niedziela, 22 września 2013

85 lat to nie grzech!

Osiemndziesiąt pięć lat to nie grzech,
 Umieć głośno się śmiać to nie grzech,
 My możemy jak Wy mówić światu na „ty”,
 No i cześć, dobrze jest, nie przejmować się!

Nie mam forsy na gest - to nie grzech,
 Nie mam fiata i też to nie grzech, no nie?
 Co mi taniec i gest, wolę taniec i śpiew,
 No i cześć, dobrze jest, to nie grzech!
 
Osiemdziesiąt pięć lat to nie pech,
 Wolną drogę do gwiazd to nie grzech,
 Kto potrafi jak my mówić gwiazdom na „ty”?
 No i cześć, dobrze jest, nie przechwalać się!
 
Nie chwaląc się oczywiście, pochwalę się jednak, że doczekałam tych pięknych, chociaż trudnych czasów i dzisiaj dzięki  wspaniałej nowoczesnej technologii w postaci komputera, mogę ogłosić całemu swiatu:
85 lat to nie grzech!

Poniższa piosenka to dedykacja specjalnie dla mnie od moich kochanych dzieci, wnuków i prawnuków rozsianych po całym swiecie. Dziękuję!!!

 
 
Pozdrawiam wszystkich 18-latków i 85 - latków,
także wszystkich małolatków i nastolatków;
i
życzę Wam Wszystkim,
abyście odnaleźli w swoim życiu radość i szczęście.
Ono jest blisko - w każdym z Was.  
 
 
 
 

wtorek, 17 września 2013

Wykłady dr Ewy Dąbrowskiej

Żyć zdrowiej, odżywiając się lepiej i mądrzej

Cz.1

 
cz.2

środa, 28 sierpnia 2013

Najlepsze ćwiczenia zdrowotne dla każdego.


Quigong i Tai Chi to bardzo dobre i pożyteczne ćwiczenia dla utrzymania dobrej kondycji przez całe życie dla każdego, szczególnie jednak dla osób starszych.

Można ćwiczyć stojąc lub, jeśli ktoś nie może - siedząc.

W warunkach domowych możemy ćwiczyć z Danem Fiorem - instruktorem Quigongu i Tai Chi.
Na dwóch 4-minutowych filmikach mamy zestaw paru prostych, ale mających niesamowity wpływ na naszą długoletnią kondycję ćwiczeń, pod kierunkiem świetnego instruktora.

Qigong jest formą chińskiej jogi. To nie tylko ćwiczenia, ale i praca z energią.
Od siebie proponuję skupić się na dłoniach, na wdechu i wydechu, aby poczuć płynącą energię. Możemy ją 'widzieć swoim wewnętrznym okiem' np. w postaci światła bijącego z dłoni.


Z czasem poczujemy płynącą energię. Ważnym atutem tego typu ćwiczeń jest to, że pobudzają i wzmacniają również naszą energię. Wszystko jest energią... Blokady energetyczne prowadzą z czasem do chorowania. Ćwicząc Quigong  stajemy się sprawni, zharmonizowani, a to jest droga do uzdrowienia.

Dan Fior zapewnia, że jeśli wyrobimy sobie nawyk codziennego wykonywania tych prostych ćwiczeń, szczególnie rano, przed jedzeniem - osiągniemy ogromne korzyści.



Ćwiczenia:

1. Stopy razem, jeśli mamy problem z nogami, stajemy w pozycji która jest dla nas wygodna lub siedzimy. Przyjmujemy pozycję jak do modlitwy. Ręce złożone (czakra serca), robimy skłon i wypowiadamy piękne słowo pozdrowienia - NAMASTE.
Namaste znaczy - Spirit (duch, dusza) we mnie respektuje Spirit w Tobie/ Boskość we mnie pozdrawia Boskość w Tobie/

Głębsze wyjaśnienie znaczenia słowa Namaste można poznać tutaj:
Listy z Nieba, prawdziwe znaczenie Namaste

2. Stajemy w rozkroku na szerokość ramion. Otwieramy ręce, dłonie do przodu. Robimy wdech nosem unosząc ręce do góry. Opuszczając ręce robimy wydech, jednocześnie wymawiając AAAaaa. Robimy ćwiczenie 3 razy.
Jest to wspaniałe ćwiczenie na rozbudzenie ciała.

Dan proponuje, aby po pewnym czasie wykonywać każde ćwiczenie 6-7 razy.

3. Painting with Light. (malowanie światłem)
Ćwiczenie to pomocne jest w uregulowaniu ciśnienia krwi.
Podnosimy powoli ręce do góry na wysokość ramion. Podnosimy na wdechu, opuszczamy lekko, płynnie robiąc wydech.
Ruch ten porównany jest do malowania ściany (światłem) przy pomocy dwóch pędzli - do góry i w dół.
Ćwiczenie to relaksuje system nerwowy, co wpływa na obniżenie wysokiego ciśnienia.

4. Opening Energy Gates. (Otwarcie Bram Energii)
Ćwiczenie to pomocne jest szczególnie dla osób z problemami układu oddechowego, astmą.
Robimy wolny wdech rozkładając ręce na boki, na wydechu łączymy ręce z przodu i uginamy kolana.
Ruch ten możemy wyobrazić sobie jak obejmujemy miłością cały świat.

Kolana uginamy przy wydechu przy wszystkich ćwiczeniach.

5. Connecting Heaven and Earth. (Łączenie nieba i ziemi)
Ćwiczenie to bardzo wspomaga utrzymać sprawny kręgosłup.
Wydech - jedna ręka do góry, a druga na dół. Przecinają się na wysokości klatki piersiowej, wtedy robimy wdech.

******
Oklepywanie.



Drugi filmik to wspaniałe ćwiczenia dla całego ciała. Polegają one na oklepywaniu całego ciała. Przez nasze ciało wg. medycyny chińskiej biegną ważne punkty energetyczne, meridiany, na które możemy zadziałać oklepywaniem przez co odblokowujemy zastoje energii. W ten prosty sposób poprawiamy krążenie energii i stymulujemy układ odpornościowy.

Zakańczamy ćwiczenia mówiąc Namaste (patrz ćwiczenie nr 1)

niedziela, 11 sierpnia 2013

Ćwiczenia usprawniające kolana

Jak ćwiczyć kolana, aby im nie szkodzić. Ćwiczenia usprawniające kolana.

Pamiętajmy!
Jeśli cierpimy na stany zapalne stawów kolanowych, kolana są opuchnięte lub mają inne uszkodzenia, zawsze należy najpierw skonsultować się z lekarzem.

Popularne ćwiczenia na sprawność kolan okazuje się, że zamiast zlikwidować ból i pomagać utrzymać kolana w dobrej kondycji - szkodzą  im. Do takich szkodliwych ćwiczeń należą popularnie wykonywane krążenia kolanami. Jest to niezgodne z naturalną budową stawów kolanowych i ruchami jakie kolana wykonują.
Kolana nie są przeznaczone do wykonywania okrągłych ruchów. Jest to bardzpo niebezpieczne - twierdzi Loretta Wollering, uznany ekspert i instruktor Tai Chi. Loretta jest znana ze swych zdolności do przekazywania tajemnic Tai Chi, które dają zdumiewające rezultaty w uzdrowieniu problemów ze zdrowiem, gdy inne metody zawodzą.
Loretta sama na sobie odkryła korzyści z praktykowania Tai Chi pozbywając się swoich schorzeń, jak np. ciężkiego stanu zapalnego jelita grubego. Wyleczyła się również z kontuzji kolana i z depresji.
Na filmiku Loretta  pokazuje jak możemy pomóc sobie w bólach kolan wykonując prawidłowe ćwiczenia. Nigdy krążenia! - zaznacza już na początku.
Loretta również sugeruje wykonywać te ćwiczenie, jeśli np. w czasie spaceru dopadnie nas ból.
Ćwiczenia te poprawiają krążenie w stawie kolanowym, więc napływają do nich składniki odżywcze, a to jest podstawą do poprawy kondycji.
Ćwicząc regularnie - kolana zaczynają funkcjonować sprawnie, jak nowe - obiecuje Loretta.
Napewno warto próbować.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Utopieni w toksycznej zupie

 Utopieni w toksycznej zupie
optacowanie:   ze strony http://surowadieta.pl/
 

Żadnego plastikowego produktu, na którym są następujące oznaczenia, nie pozwalajmy dzieciom dotykać ani brać do ust.
 
Dostałem od przyjaciół artykuł który ujawnia zagrożenia, które dotykają nas i naszych najbliższych. Jestem zdania, że najbardziej zabija nas niewiedza, dlatego że w bardzo prosty sposób możemy uniknąć wielu zagrożeń – jest tylko jeden warunek! Musimy wiedzieć co nam zagraża!
Serdecznie zapraszam Was do lektury.
Do 2013 roku wszystkie krematoria w Wielkiej Brytanii muszą zostać wyposażone w specjalne filtry. Dym wydobywający się z ich kominów został uznany za jedną z najbardziej niebezpiecznych trucizn. Zawiera bowiem rtęć powodującą wady wrodzone, poważne uszkodzenia nerek, stwardnienie rozsiane i wiele innych zagrażających życiu chorób. Skąd związki rtęci w dymie krematoryjnym? Z naszych ukochanych zmarłych, a właściwie z ich zębów pełnych amalgamatowych plomb, które z łatwością topią się w temperaturze 1000 st. C.
Zaledwie jeden gram rtęci może zatruć wodę całego jeziora, a wielu z nas ma w ustach nawet 3 gramy tej zabójczej substancji. Poza rtęcią nosimy w swoich ciałach po, kaźne zasoby ołowiu, kadmu, glinu, azotanów i wszelkiego rodzaju innego paskudztwa. Ale myli się ten, kto sądzi, że wystarczy unikać dymu z kominów, zamieszkać z dala od ruchliwych ulic i rzucić palenie, by pozostać świeżym i zdrowym. Naukowcy z Uniwersytetu Lancaster przebadali sto osób na obecność szkodliwych substancji chemicznych. U każdego z badanych wykryli co najmniej 27 takich związków w stężeniu znacznie przekraczającym normy. Ochotnicy pochodzili zarówno z terenów uprzemysłowionych, jak i z tzw. czystych ekologicznie. Dzieci okazały się bardziej zanieczyszczone chemikaliami niż rodzice i dziadkowie, a matki przekazują trucizny swojemu potomstwu już w jego życiu płodowym. Uczeni wyodrębnili na przykład styren używany do produkcji tworzyw sztucznych i uznany za substancję rakotwórczą oraz powodującą marskość wątroby; dioksyny niszczące odporność, odpowiedzialne za raka jąder, piersi i za bezpłodność. Badani mieli też spore ilości ksylenu, dichlorobenzenu, fenolu, środków owadobójczych i metali ciężkich. Większość tych trucizn przyjęli z pożywieniem, wodą i wdychanym powietrzem. Ponad dwustu naukowców z pięciu kontynentów wydało wspólne ostrzezenie, że tak wielka ilość chemikaliów wpływa szczególnie dramatycznie na zdrowie płodów i noworodków, zwiększając w późniejszym życiu szanse na rozwój cukrzycy, nowotworów, chorób tarczycy i zaburzeń hormonalnych prowadzących do bezpłodności. Nasze środowisko jest zanieczyszczone do tego stopnia, że w niczym nie pomoże nam nawet przeprowadzka na koniec świata. Chemiczne trucizny znaleziono w mleku eskimoskich matek. My sami staliśmy się siedliskiem zanieczyszczeń, trucizny w nas tkwią. Zadomowiły się w naszych ciałach i sprawiły, że jesteśmy wielkimi chodzącymi bombami chemicznymi. Nie tylko nie możemy przed nimi uciec, ale sami, nieświadomi niebezpieczeństwa, wprowadzamy je do swoich mieszkań i karmimy nimi swoje dzieci. W 2009 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Chemików posiadające największy na świecie rejestr substancji chemicznych ogłosiło, że ma już w swoich bazach 50 milionów związków chemicznych. Chemia, która w latach pięćdziesiątych wkroczyła triumfalnie do naszego codziennego życia, uczyniła z nas myszy doświadczalne. Kiedyś w Polsce popularny był slogan: Chemia żywi, leczy, ubiera i broni. Nie spodziewaliśmy się wówczas, że wkrótce dodamy do niego jeszcze jedno słowo: zabija.
 
Niespodzianka dla czyściochów
 
W środkach czystości stojących na półkach każdego sklepu na świecie aż 90% związków może przyczyniać się do powstawania groźnych chorób. Taki na przykład triclosan. Jest wszechobecny, bo działa antybakteryjnie, a telewizyjne reklamy wszczepiły nam obsesyjną potrzebę wybicia do nogi wstrętnych mikrobów. Dla maniaków czystości stał się więc absolutnie niezbędny. Mamy zatem mydło, pastę i szczoteczki do zębów, kosmetyki i chusteczki higieniczne z triclosa-nem, pościel z triclosanem, gąbki, materace, ręczniki, deski do krojenia, dziecięce ubranka i zabawki zawierające triclosan. Przeciętny Amerykanin używa 5 mg tej substancji dziennie. Gdy przemnożymy to przez liczbę mieszkańców USA, zyskujemy zawrotną ilość – 1,5 tony triclosanu, który wraz ze ściekami przedostaje się codziennie do gleby i wody. Kiedy firma produkująca triclosan chciała zastosować go w pojemnikach do żywności, Komisja Europejska nagle powiedziała: stop! Dlaczego? Bo w międzyczasie cudowny killer bakterii okazał się związkiem nader podejrzanym. Pierwszy wziął się za niego Amerykanin dr Stuart Levy. Odkrył, że triclosan działa podobnie jak antybiotyki. Z początku zabija bakterie, ale jego dłuższe stosowanie powoduje, że mikroby wreszcie przestają na niego reagować, uodparniają się. Badania nad triclosanem ruszyły pełną parą. Uczeni zauważyli, że triclosan w kontakcie z chlorowaną wodą wodociągową może zamieniać się w chloroform, substancję, którą posądza się o działanie rakotwórcze. Cudowny środek oskarża się również o zaburzanie pracy tarczycy oraz o spowalnianie działania systemu nerwowego. Ale ponieważ nie ma niezbitych dowodów na jego bezpośrednią szkodliwość, triclosan nadal panoszy się w naszych domach, ciałach, ziemi i wodzie.
 
Cicha pandemia
 
Naukowcy z Mount Sinai School of Medicine w Nowym Jorku i z Uniwersytetu Południowej Danii przewidują, że związki chemiczne znajdujące się w naszym środowisku wywołują „cichą pandemię” chorób mózgu. Do grupy najbardziej szkodliwych dla naszego systemu nerwowego zaliczono pięć substancji. Jedna z nich to ołów wykorzystywany w produkcji baterii, akumulatorów, kabli, farb i szkła. Mimo że od dawna znana jest jego toksyczność, jeszcze pod koniec XX wieku stosowany był do produkcji rur wodociągowych. Gdy raz zetkniemy się z ołowiem, nieprędko opuści on nasze ciało. W mięśniach i narządach wewnętrznych może przebywać 30 dni, w kościach – nawet 90 lat. Huty ołowiu zanieczyszczają środowisko w promieniu 15 km. Wdychamy go z powietrzem, wchłaniamy z pożywieniem. Gdy porównano kości ludzi współcześnie żyjących z tymi sprzed 400 lat, okazało się, że mamy 500 razy więcej ołowiu w organizmie niż nasi przodkowie. Dzieci narażone na kontakt z ołowiem mają niższy poziom inteligencji. Naukowcy stwierdzili, że stosowana jeszcze do niedawna benzyna ołowiowa mogła zredukować o połowę liczbę ludzi z najwyższym IQ. Przed ołowiem trudno się chronić, gdy przeniknie do powietrza czy gleby, ale ilość innego cichego zabójcy w naszym otoczeniu możemy choć trochę zmniejszyć. To trójchloroetylen, zwany w skrócie tri, związek o potwierdzonym działaniu rakotwórczym. Jeszcze w latach 90. był stosowany powszechnie w Polsce jako rozpuszczalnik usuwający tłuszcz. Skutki jego masowego używania przez przemysł odczuwamy do dziś. Choć po roku 2001 Unia Europejska zakazała jego stosowania, nie zniknął z naszego życia. Przedostał się do wód gruntowych i coraz to słyszymy o tri pojawiającym się w wodzie pitnej. W 2001 roku odkryto go w wodociągach w Tarnowskich Górach, w 2008 roku w Ząbkowicach Śląskich. Tri ma nie tylko zdolność wywoływania raka. Zetknięcie się z nim zwiększa ryzyko wystąpienia choroby Parkinsona aż sześciokrotnie.
 
Zabójcza butelka
 
Niewielu ludzi wie, co to BPA, ale każda mamusia i tatuś wiedzą, że nowoczesne butelki do karmienia niemowlaków zrobione są ze sztucznego tworzywa. Część z nich z bisfenolu A (BPA).
- Pomóż nam wycofać z obrotu tak wiele butelek zawierających szkodliwe BPA, jak to jest tylko możliwe. Rozpowszechnij wiadomość wśród jak największej liczby znajomych i rodziny przez Facebook i Twitter - alarmowała jedna z organizacji konsumenckich w Kanadzie. Skąd taka panika? Po pierwsze – z powszechności użycia BPA. W 2004 roku wypuszczono na rynek 3 miliardy kilogramów bisfenolu! Ta ilość co roku rośnie. Gdy Centrum Kontroli i Prewencji Chorób przebadało Amerykanów, okazało się, że 93 procent z nich miało we krwi BPA. - Jeżeli nie masz BPA w organizmie, nie żyjesz we współczesnym świecie - napisał ,The Times”. Bis-fenol to składnik sztucznych tworzyw. Pól biedy, gdy wykorzystywany jest do produkcji samochodów, samolotów, komputerów, płyt CD czy telefonów komórkowych. Gorzej, że z BPA robi się naczynia, pojemniki do przechowywania żywności, ekspresy do kawy, butelki, powleka nim wnętrza konserw i… wypełnia ubytki w zębach. Bisfenol bowiem zaburza gospodarkę hormonalną organizmu, powoduje zmiany w narządach płciowych, przedwczesne dojrzewanie, zaburza strukturę mózgu i jego funkcje, ma też wptyw na działanie trzustki i wydzielanie insuliny. BPA przedostaje się do organizmu przez układ oddechowy, pokarmowy, a nawet przez skórę. Najbardziej narażeni na niego są pracownicy fabryk tworzyw sztucznych, ale również kasjerki w sklepach, gdzie używane są drukarki termiczne. Bisfenol pokrywa papier, na którym drukują paragony. Pierwsze badania stwierdzające szkodliwość tego wszechobecnego związku chemicznego przeprowadził już w 1997 roku Frederick vom Saal, wykładowca Uniwersytetu Missouri i mimo usilnych starań badaczy pracujących na zlecenie producentów tworzyw sztucznych, odkryć profesora Saala nie udało się podważyć. Wręcz przeciwnie, coraz to nowi uczeni potwierdzali jego wnioski i dodawali swoje, pogrążając BPA jeszcze bardziej. Ogłoszono na przykład, że bisfenol uwolniony z uszkodzonych plastikowych wyrobów może być odpowiedzialny za poronienia, może wywoływać raka prostaty i raka piersi, a także spadek poziomu testosteronu i instynktu macierzyńskiego. Bisfenolu z naszego życia już nie da się usunąć, nawet gdyby, na co się nie zanosi, skończyć z wykorzystaniem go w produkcji plastiku. Kilka krajów na świecie zakazało sprzedaży naczyń dla dzieci zawierających tę zabójczą substancję. W Polsce są one nadal dostępne. Ale można chronić przed nim najmłodszych. Kupujmy tylko butelki z napisem BPA FREE.
 
Żywność, która nie odżywia
 
Niemiecki profesor Christian Loser ostrzega: - Niedługo społeczeństwa zachodnich uprzemysłowionych krajów będą składać się ze starych, chorych i niedożywionych ludzi. Mówiąc o niedożywieniu, nie miał na myśli zagłodzonych. Wprost przeciwnie, jesteśmy okrąglutcy jak pączuszki, ciągle coś wcinamy, przybywamy na wadze, a mimo to brakuje nam wielu składników odżywczych. Wszystkiemu winna przetworzona żywność. Nie tylko tzw. śmieciowe jedzenie jak hamburgery czy chipsy, ale takie oczywiste składniki naszego menu jak na przykład wędliny. Zawartość witamin i minerałów jest w nich znikoma, ale trucizn mają pod dostatkiem. Jak alarmują naukowcy, dzienne spożycie tylko 50 gramów przetworzonego mięsa zwiększa ryzyko cukrzycy o 19 procent, a chorób serca o 42 procent. Jeśli zaś zjesz tyle samo mięsa ugotowanego czy upieczonego w domu, nie musisz się martwić chorobą. Wędzenie, solenie, marynowanie z dodatkiem związków azotu stosowane w całym przemyśle mięsnym to najlepsza droga do wyhodowania nowotworów. Szwedzcy uczeni przeanalizowali dane 7000 pacjentów. Okazało się, że każde powiększenie o 50 proc. dziennej dawki przetworzonego mięsa zwiększa aż o 19 proc. ryzyko wystąpienia raka trzustki, jednego z najbardziej podstępnych i praktycznie nieuleczalnych nowotworów. Przy produkcji wędlin stosuje się konserwanty oraz azotyn sodu i azotyn potasu, które zabezpieczają mięso przed bakteriami. Kiedyś, gdy przetwórstwo przemysłowe nie istniało, ludzie umierali zakażeni jadem kiełbasianym. Dziś środki konserwujące wyeliminowały natychmiastową śmierć, którą niosły bakterie, i zastąpiły ją powolną degradacją, jakiej ulegają nasze tkanki za sprawą rakotwórczych związków azotu. Więc może przerzucić się na warzywka? No cóż, tutaj też nie jest zbyt zdrowo. W natce pietruszki kumuluje się zabójczy ołów i kadm. Podobnie jest z sałatą i marchewką. We wszystkich jarzynach i owocach pełno pestycydów. Jeśli przesadzimy z rybami, to rtęć zaatakuje nasz ośrodkowy układ nerwowy, a kiedy w popłochu przypomnimy sobie slogan reklamowy: Pij mleko, będziesz wielki i podążymy do półek z nabiałem, naukowcy szybko uświadomią nam, że w produktach mlecznych więcej jest dziś szkodliwych związków chemicznych niż życiodajnego napoju. Jak żyć, aby nie zwariować? Z umiarem i namysłem, pamiętając, że od chemii nie ma już ucieczki. Ale nie wprowadzajmy jej do naszego życia w nadmiarze. Organizm człowieka jest w stanie poradzić sobie z większością trucizn. Nie fundujmy mu tylko zabójczego koktajlu. Czytanie napisów na opakowaniach ma sens. Nie kupujmy produktów, które zawierają podejrzane związki. Jako obywatele i konsumenci dysponujemy wielką siłą, możemy głosować za pomocą naszych portfeli.
 
EWA WESOŁOWSKA
Źródła: Rick Smith, Bruce Lourie: Mordercza gumowa kaczka, The Telegraph, The Times, Die Welt, New Scientist, Daily Mail, cancersearchukorg.

Artykuł ze strony  http://surowadieta.pl/utopieni-w-toksycznej-zupie/

niedziela, 23 czerwca 2013

Promień Lata na problemy reumatyczne

Sok Promień Lata



Ten słodki i lekko pikantny sok jest zaskakująco smaczny. Bogaty w krzem, chlorofil, żelazo, witaminę C, korzystnie wpływa na cerę i włosy. I co ważne ma także dobry wpływ na stawy i mięśnie. 
Łatwy w wykonaniu, a składniki to produkty sezonowe.

Składniki:
8 dużych liści sałaty (rzymska lub kręcona)
3 rzodkiewki
3 jabłka
1/2 cytryny lub łyżeczka octu winnego

Wyciskamy sok, lub jeśli ktoś ma bardzo dobry blender i woli - blendujemy.

Dla wzbogacenia wartości odżywczych można dodać zielony suplement np. płaską łyżeczkę spiruliny.
Ja dodałam płaską łyżeczkę proszku z drzewa Moringa, o którym kiedyś napiszę.

Korzyści dla zdrowia.
Sałata jest bogatsza w krzem niż inne warzywa ogrodowe, więc zapewnia stawom dobre smarowanie. Pomocna w problemach reumatycznych, dnie moczanowej i zapaleniu stawów.
Sok ten również pobudza trawienie, pomaga w oczyszczeniu zatok, uspokaja nerwy i łagodzi stany zapalne skóry.
Sok z rzodkiewki pomaga normalizować metabolizm i funkckję tarczycy.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Cudowne dziecko - Akim Camara

   Andre Rieu znany i uwielbiany przez melomanów, sławny na cały świat holenderski skrzypek i dyrygent tym razem dyryguje orkiestrą, której solistą jest zaledwie 3 letni skrzypek.
    
André Rieu
Andre Rieu 2009.jpg
Rieu in 2009
 

Akim Camara, ur. 26.09.2000 w Berlinie jest tym cudownym dzieckiem. Zaczął grę na skrzypcach w wieku zaledwie 2 lat.
Czy jest to możliwe? W czasach mojej młodości nie słyszałam o takich przypadkach. Dzisiaj, dzięki Internetowi wszelkie wieści z różnych stron świata mamy podane na dłoni.

3 letni Akim Camara i jego występ pod batutą samego Mistrza - Andre Rieu.



Akim Camara, wersja angielska, można użyć translatora:
http://en.wikipedia.org/wiki/Akim_Camara

Andre Rieu - http://en.wikipedia.org/wiki/Andre_Rieu