piątek, 30 maja 2014

Mięta

Bez jej zielonych listków lato byłoby nie do zniesienia... Orzeźwia, gasi pragnienie, odświeża umysł i oczyszcza powietrze... także ze złej energii.


Nawet w mitologii można znaleźć wzmianki o mięcie (przeczytaj historię o Menthe). Wiemy też, że starożytni Grecy nacierali nią stoły tuż przed pojawieniem się gości, dla uprzyjemnienia im posiłku. Rzymianie przypisywali jej działanie pobudzające pracę mózgu. To dlatego filozofowie nosili na głowach wianki ze świeżej mięty i zaprawiali nią wina.

W starożytnym Egipcie mięta, dzięki właściwościom antyseptycznym, była używana do balsamowania zwłok. Z kolei żydowscy faryzeusze uważali ją za tak cenną (skuteczny lek na niestrawność, wzdęcia, kolki, bóle miesiączkowe, katar, bezsenność), że pobierali od jej zbiorów dziesięcinę. Ale choć o mięcie jest mowa już w starożytnych pismach, to znana nam mięta pieprzowa została odkryta dopiero 350 lat temu w Anglii.

Boska historia o Menthe Było tak. Hades, władca świata podziemi, miał kochankę – nimfę Menthe. Zazdrosna małżonka Persefona dotąd dręczyła konkurentkę, aż Hades uznał, że musi sam rozwiązać ten problem. Z braku lepszego pomysłu, aby chronić kochankę, zamienił ją w leczniczą roślinę o intensywnym świeżym zapachu. Nie ma tego złego… Bo Menthe pod postacią mięty przetrwała do dziś. I chyba nie ma na świecie drugiego tak popularnego ziela.

Czy mięta chłodzi?

Czujesz zimno w ustach, kiedy żujesz jej listki? Tak działa mentol – składnik mięty pieprzowej. Aby dostarczyć ci przyjemnych doznań podczas upału, mentol musi najpierw… oszukać mózg. Podrażnia nerwy w ustach i nosie, a te wysyłają do mózgu sygnał z informacją, że masz do czynienia z czymś zimnym. Stąd przyjemne odczucie chłodu w gorący dzień.

● Z notatnika wiedźmy W ludowych wierzeniach mięta przetrwała jako zioło o magicznej mocy.
* Oczyszczanie domu ze złej energii
Zrób kropidło z gałązek mięty, majeranku i rozmarynu, umocz je w osolonej wodzie i spryskaj nią dom.
* Ochronna bransoletka
Przewiąż nadgarstek łodyżką mięty – choroby będą cię omijać z daleka.
* Przyciąganie pieniędzy
Noś w portfelu listek mięty – to zapewni ci stały przypływ gotówki.
* Sposób na wierność
Jedwabny woreczek z miętą schowany w łóżku sprawi, że ukochany zawsze będzie czuł do ciebie miętę i nawet nie pomyśli o zdradzie.

Mięta króluje!● Domowe miętówki
Zalej 2 szklanki cukru połową szklanki wody i gotuj do rozpuszczenia. Dodaj łyżkę octu i gotuj, ciągle mieszając, aż masa zrobi się gęsta.
Kropla wylana na talerz po wystygnięciu powinna być twarda. Wtedy dodaj 10-15 kropli olejku miętowego i zdejmij z ognia. Masę wylej na talerz i zanim stwardnieje na dobre, pokrój na kawałki.

Orzeźwiający drink na upały
W szklance umieść świeże miętowe listki, a następnie zalej je osłodzonym wrzątkiem. Tak sporządzany napój będzie megaaromatyczny – o wiele bardziej niż herbata z suszonej mięty. Świetnie gasi pragnienie.

Lekarstwo na ból brzucha
Czubatą łyżeczkę suszonych liści mięty zalej szklanką gotującej się wody i zaparzaj przez 5 do 10 minut. Pij do 4 szklanek dziennie pomiędzy posiłkami.

Płukanka na przetłuszczające się włosy
Garść suszonej mięty zalej litrem octu jabłkowego. Mieszankę zamknij w szczelnym naczyniu i odstaw w ciepłe miejsce na 14 dni. Przefiltruj płyn przez gazę do butelki. Płucz nim włosy po każdym myciu.

Oświeżacz do ust
Zagotuj 3 kieliszki wódki i szklankę wody. Dodaj 4 łyżki gliceryny w płynie i 1 łyżkę żelu aloesowego. Zdejmij z ognia, a kiedy płyn ostygnie, wlej 10-15 kropli olejku miętowego i wymieszaj. Miksturą płucz usta dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Doraźnie, w czasie dnia, pomoże ci żucie świeżych liści mięty.

Mentol pod kontrolą

Mięta działa rozkurczowo, dlatego instynktownie sięgasz po nią przy bólu brzucha. I słusznie. Ale bądź ostrożna, jeśli masz mdłości – intensywny zapach może nasilić odruchy wymiotne. Ze względu na właściwości rozkurczowe, mięty nie zaleca się w przypadku zgagi – osłabia działanie zwieracza przełyku i zwiększa zarzucanie treści żołądkowej do gardła – oraz kobietom w ciąży.


Maja Antoszewska
fot. shutterstock


Źródło: Wróżka nr 6/2012

piątek, 16 maja 2014

Kochane Zdrowie ... i jego tajemnice.


Wylecz wszystkie choroby w 3 minuty.

Wielkie to szczęście, że zdrowia nie można kupić za pieniądze bo wszystko wykupili by bogacze, a dla biednych nic by nie zostało. -
Borys Pasternak

Kochane Zdrowie - to bardzo ciekawa strona, i nie tylko o zdrowiu fizycznym, z której zaczerpnęłam, za pozwoleniem miłego autora () dzisiejszy post.

Tytuł postu jest niezmiernie kuszący:
Wylecz wszystkie choroby w 3 minuty.

Tylko 3 minuty?????
Czemu nie?
Tajemnicy wszelkich sukcesów nie należy szukać na zewnątrz.... wszystko jest w NAS.

Gregg Barden - Wylecz wszystkie choroby w 3 minuty.



 Autor poniższych myśli:

Masz kilka minut i usuwasz chorobę .. ..
fajne...
ktoś powie...
To fakt najlepiej jak KTOŚ nas wyleczy..
Możemy sami to zrobić, sami likwidować stany chorobowe u siebie i pomóc innym.. np . dzieciom
( no właśnie czemu nie uczymy dzieci metod samouzdrawiania?) , zwierzętom itd...
Dam prosty przykład na początek ..
znamy homeopatię... cała tajemnica tej metody polega na dostarczeniu informacji naszemu organizmowi, że ma np. usunąć gorączkę, ból głowy..
I popatrzcie jakie to proste możemy bazować na znanych lekach, tabletkach i wcale nie musimy ich połykać zjadać. ( zatruwać organizm) .. wystarczy odrobinka np. tabletka od bólu głowy ..
wystarczy dosłownie liznąć ją .. i przekazać sugestię naszego zdrowego stanu.. i tyle ..
w kilka minut nasz system odpornościowy zrobi swoje ..
albo wziąć odrobinę szałwi do ust przeżuć i połknąć. ...
tą metodę stosuję przy prostych problemach, bo wiadomo, że w przypadkach złożonych konieczna jest wizyta lekarza..

Gregg mówi, że wszystko jest energią i jest informacją.. wystarczy przekazać informację i sugestię...
a najlepiej stosować zabawę w zaplątanie kwantów. Tutaj mamy potężne pole działania..
wręcz w minutę możemy wyprostować kręgosłup lub usunąć guza..
Problem tkwi w naszym postrzeganiu i naszych nawykach..

Jakże pięknie jesteśmy ułożeni.. to wolno, tego nie wolno, a to się nie da.. , nie można.. lub tylko lekarz ( no i mamy kolejki do lekarza.. )

Nie pisałbym o tym gdyby nie fakt, że sam doświadczam tych możliwości .. z sukcesem..
Zapraszam, byście popróbowali .. bo to są nasze wrodzone zdolności .. do tego nie trzeba mieć dyplomu..

wtorek, 29 kwietnia 2014

Moja dobra przyjaciółka - Fitolizynka.


Gdy nadszedł mój emerytalny czas, (a było to sporo lat temu) cieszyłam się, że wreszcie będę spędzać moje dni bujając się na starym ulubionym folelu, słuchać śpiewu ptaszków, kontemplować, buszować po ogrodzie, a pewnego dnia,
jak ten mały ślimaczek, zapuszczę się w ten przepiękny ogród do ArtIrenki .


 i  ....  będę rozkoszować się tzw. wolnością.
Wolnością, ale od czego? sama nie wiem...

Okazało się, że ulubiony fotel stoi sobie nie zajety, a ja jestem ciągle zajęta. Dodatkowo Internet sprawił, że nie mam czasu się chociaż trochę ponudzić. Mogę przemieszczać się po całym świecie o każdej porze dnia i nocy,  odwiedzać rodzinkę rozsypaną po całym świecie, poznawać cudownych ludzi dzięki blogowaniu, korzystać z Encyklopedii i różnego rodzaju informacji jakich tylko potrzebuję, spiewać, tańczyć, a także podkarmiac duszę pięknymi wykładami.
Takie piękne czasy dla emerytów.

Czas pędzi do przodu jak szalony, w sumie moje blogowanie, które kiedyś polubiłam i bardzo przypadło mi do gustu, teraz zaniedbuję.... główny powód - chroniczny już brak czasu. 

Dzisiaj chcę się podzielić cudownym lekiem, naturalnym, ziołowym, z którym ostatnio jestem bardzo zaprzyjaźniona.   
Tak się złożyło, że jakimś cudem, nie wiadomo nawet kiedy nagromadziłam sobie trochę kamyczków, ale nie tych cennych, szlachetnych. Zwykłe, pospolite, ostre, nikomu nie potrzebne. Te pospolite kamyczki zagnieździły się w moim woreczku i w końcu zimową porą nieprzyjemnie mnie zaatakowały i wystraszyły.
Atak był ostry.... jak wygląda atak kamyczków, kto przeszedł, to wie, że to prawie jak koniec świata.

 Wizyta u lekarza, skierowanie na badania USG, które potwierdziły dużą ilość drobnych kamyczkow.
Dostałam skierowanie do chirurga.
Ponieważ atak minął zanim udałam się do chirurga, chirurg dał mi dwie alternatywy do wyboru.
Mogłam wybierać:
*albo zaraz operacja,
*albo poczekać z pół roku, starać się odpowiednio odżywiać, nie stresować, itp...  i jeśli dolegliwości nie powrócą to być może obejdzie się bez operacji.
Oczywiście z radością wybrałam drugą opcję.

Zaczęłam na własną rękę zażywać FITOLIZYNE.



Równocześnie stosowałam odpowiednią dietę.
Dzisiaj po paru miesiącach dobrej diety i regularnym zażywaniu Fitolizyny czuję się jak nowonarodzona.
Chce mi się ćwiczyć, chce mi się żyć, jednym słowem czuję się świetnie.
Zrobiłam sobie ostatnio badania, moja pani doktor była zachwycona bardzo dobrymi wynikami.
I jak tu nie kochać Fitolizyny?

Fitolizanę nadal zażywam z małymi przerwami.
Chociaż Fitolizyna głównie zalecana jest w zakażeniach i stanach zapalnych dróg moczowych, w kamicy dróg moczowych i piasku nerkowym, profilaktycznie w kamicy nerkowej, u mnie zadziałała również na moje drobne kamyczki w woreczku żółciowym. Oczywiście moje drogi moczowe też skorzystały. Czuję to po sprawniejszych stawach.

Fitolizyna to ziołowa pastą, w skład której wchodzą takie zioła jak: kłącza perzu, łuski cebuli, liście brzozy, nasiona kozieradki, korzeń pietruszki, ziele nawłoci, ziele skrzypu, korzeń lubczyka i ziele rdestu ptasiego.

Jeśli ktoś chce więcej wiedzieć, jak działa Fitolizyna, polecam stronę, na której kilka osób wypowiada się na podstawie własnych doświadczeń z używaniem Fitolizyny:
Opinie o Fitolizynie

środa, 9 kwietnia 2014

Mądrość zaklęta w ogrodzie


Mądrość zaklęta w ogrodzie



Cieszą oczy, ale przede wszystkim koją duszę. Tak jak chcieli ich twórcy – buddyjscy mnisi. I dzisiaj w japońskich ogrodach czuje się atmosferę trochę nie z tego świata.

Jeśli chcesz być szczęśliwy przez jedną noc, upij się. Jeśli chcesz być szczęśliwy przez rok, zakochaj się. Jeśli pragniesz szczęścia przez całe życie, skomponuj sobie ogród – głosi japońskie przysłowie. A Europejczyk powiedziałby: „Uprawiaj ogródek".

Ale w Japonii ogrodów się nie uprawia, lecz komponuje. Nic bowiem nie może w nich być dziełem przypadku, wybujałej fantazji czy gustu właściciela.

Mnisi poświęcali całe życie na poszukiwanie najlepszego rozwiązania. Dla nich ogród był miejscem medytacji. Nie miał zachwycać kolorami i okazami roślin, tylko pomagać w osiągnięciu wewnętrznego spokoju. Gdy ponad tysiąc lat temu ogrody zaczęli zakładać bogaci arystokraci, nie wymyślali niczego nowego, a jedynie kopiowali to, co podpatrzyli w klasztorach.

Od ustalonych wówczas zasad Japończycy nie odeszli do dziś. Przekonywałem się o tym, oglądając ogrody cesarskie w Tokio, świątynne w Kioto, Narze, Kamakurze i wielu innych miastach. A także mniejsze przy prywatnych willach i mikroskopijne na tarasach zwyczajnych domów. Wszystkie wydawały mi się podobne.

– Bo takie są harmonijne i szlachetne w swojej prostocie – powiedziała Michiko, opiekunka jednego z niezliczonych ogrodów w Kioto, z którą podzieliłem się wrażeniami. – Ale jest w nich zaklęta wiedza mędrców buddyjskich i mistrzów naszej narodowej religii shinto. Dlatego wszystko, co cię otacza, ma podwójne znaczenie, to widzialne i to ukryte...



Niezmienność zgodna z naturą

W japońskich ogrodach nie znajdzie się klombów w kształcie geometrycznych figur ani prostych ścieżek. W naturze bowiem takich nie ma. A najważniejsza zasada komponowania ogrodu głosiła, że powinien ją wiernie odtwarzać. Nie chodzi jednak o kopiowanie. Pagórek w kształcie góry Fudżi z wierzchołkiem „ośnieżonym" białymi kwiatami byłby dla Japończyków dowodem bezguścia i profanacją. Takim jak gipsowy krasnal czy plastikowa ławka.

Prawdziwa sztuka polega na tym, by niezależnie od przestrzeni, jaką się dysponuje, umieścić w niej trzy podstawowe elementy: skały, wodę i rośliny. Każdy z nich ma, poza naturalnym pięknem, znaczenie symboliczne i religijne. Według wierzeń shinto głazy, rzeki, wodospady i drzewa to ulubione miejsca pobytu kami, czyli wszechobecnych duchów. Japończycy nigdy nie dociekają, skąd się tam wzięły, nie modlą się do nich, nie odprawiają nabożeństw na ich cześć. Czasem tylko zwracają się o pomoc – gdy stają przed trudną próbą: egzaminem, rozmową w sprawie pracy, wizytą u lekarza.

Z duchami nawet najwięksi niedowiarkowie wolą nie igrać. Dlatego najważniejszych obiektów w ogrodzie nikt nie odważy się rozmieszczać wedle własnego widzimisię. Wszystko musi być tak, jak ustalono i sprawdzono przed wiekami.

Wieczność zapisana w kamieniach

Kamienie to najtrwalsze elementy natury, odporne na upływ czasu i niszczącą siłę żywiołów. Uznano je zatem za symbol wieczności, siły, niezmienności. Jeżeli znajdują się w miejscu, w którym ma powstać ogród, to niestety, nie wolno ich przemieszczać. – Byłoby to naruszenie odwiecznego porządku – tłumaczyła Michiko.

Częściej jednak głazów nie ma i trzeba je sprowadzić. Najważniejsze, by miały interesujące kształty i kolory. Ich liczba nie ma znaczenia, byle była nieparzysta. Parzystość oznacza bowiem symetrię, a ta w przyrodzie przecież nigdy nie występuje. Z tego samego powodu nie można ich ustawiać w linie proste czy w rzędy.

Gdy zapuszczałem się w dalsze zakamarki ogrodów, trafiałem na duże, ciemne, często omszałe głazy. Sądziłem, że to niezbyt urodziwe pomniki przyrody, których z obawy przed kami nie odważono się usunąć i dyskretnie ukryto. Myliłem się. Wszystkie leżały na północnym skraju ogrodu. Dlaczego? – Żeby chronić dom przed duchami ciemności i chłodu – odpowiedziała Michiko. – Dla nas północ to niebezpieczny kierunek, strona nocy, zimy i mroku.

Kamień to także jedyny, obok drewna, materiał, którego można użyć do budowy sztucznych obiektów: mostów, latarń, pawilonów, ławek. Czasami wykłada się nimi drogi oraz ścieżki. Zawsze bardzo kręte, tak by na ich początku nie można było dostrzec końca. Bo droga to symbol nieskończoności i wędrówki dusz do nirwany, jej kres dla zwykłego śmiertelnika musi pozostać na zawsze ukryty, nieodgadniony i pełen tajemnic.

Przemijanie w nurcie wody

Przeciwieństwem niezmiennego kamienia jest ulegająca nieustannym przemianom woda. Ta para przeciwieństw, jak pierwiastki yin i yang, tworzy ogrodową pełnię i musi się znaleźć obok siebie.

Z obowiązku umieszczenia w ogrodzie choćby niewielkiego oczka wodnego wyłamali się jedynie mnisi zen, najpopularniejszego w Japonii odłamu buddyzmu. Dla nich celem medytacji było odkrywanie w sobie natury Buddy, czyli pierwotnej czystości umysłu. Odrzucali więc wszystko, co go mąciło i utrudniało osiągnięcie stanu pustki.

Oczyścili więc ogrody, pozostawiając w nich jedynie piasek i ułożone na nim kamienie. Ale nawet one tworzyły harmonijną jedność yin i yang. Piasek stał się symbolem bezkresnego, pustego oceanu – grabili go w faliste linie.

W klasycznych ogrodach płynie woda, przypominając o przemijaniu życia – fale z kolei przywołują myśli o jego zmienności. Podobnie jak ścieżki, też strumienie i kanały nie mogą być proste. Wiją się tak, by nawet stojąc na mostku, nie można było spojrzeć zbyt daleko „w przyszłość". Zgodnie z tradycją staw albo rzeczka powinny się znajdować blisko wejścia do domu od strony południowej, która symbolizuje lato, jasność oraz ciepło. Przynosi więc domownikom pomyślność.

Z rezydencji samurajów i możnowładców wychodziło się wprost na pomost, pod którym pluskały się kolorowe karpie i złote rybki. Ogrody tak komponowano, by woda wpływała od strony wschodniej i wypływała na zachodzie lub północy. Wierzono, że nurt zabiera wówczas zło i winy obciążające dusze domowników.

Życie w zieleni roślin

Od niepamiętnych czasów kolorem japońskiego ogrodu jest zieleń. Nie można jednak zdać się na przypadek i jej odcienie trzeba tak dobierać, by ze sobą współgrały. Praca projektanta przypomina więc tworzenie obrazu, tyle że – w odróżnieniu od malarza – rzadko udaje mu się zobaczyć swoje dzieło skończone. Musi bowiem minąć wiele lat, nim ukształtują się proporcje między drzewami, krzewami, mchem i trawą.

Równie trudne jest skomponowanie roślin wiecznie zielonych z tymi, których liście się przebarwiają i opadają. Nikt nie słyszał o złotej japońskiej jesieni, ale światową furorę zrobiło „Święto czerwienienia się klonów". Najpiękniejszy efekt powstaje wówczas, gdy zielone korony innych drzew podkreślają czerwień klonowych liści. Trzeba to jednak przewidzieć już wtedy, kiedy rośliny się sadzi.

Jeszcze większą sławą cieszy się drzewko, któremu Japonia zawdzięcza swą poetycką nazwę – Kraj Kwitnącej Wiśni. Białe i różowe kwiaty pojawiają się wczesną wiosną, często zanim zazielenią się trawa i liście. Wypełniają więc cały pejzaż; im drzewek jest więcej, tym widok bardziej niesamowity. Ale gotowi w każdej chwili na honorową śmierć samuraje widzieli w kwiatach wiśni alegorię ulotności ludzkiego życia. Bo choć piękne, bardzo szybko przekwitają. W ogrodzie drzewek musi więc być tyle, by zachwyciły i skłoniły do zadumy, lecz po przekwitnięciu nie odebrały mu uroku.

Poza liśćmi klonów nie znalazłem w japońskich ogrodach czerwieni. Żadnych róż, tulipanów, goździków. – Kwiatów w ogóle jest niewiele – mówi Michiko. – Najważniejsze są drzewa. Inne rośliny to dopełnienie i akcenty kolorystyczne. Tak jak w naturze. Popatrz na las, góry, co zobaczysz? Czerwień czy zieleń?

Niebagatelną rolę odgrywa też mistyka drzew. W każdym ogrodzie musi pojawić się choć jedna sosna, symbol długowieczności. Pożądany jest bambus kojarzony z przyjaźnią, miłorząb – ze zdrowiem i nieśmiertelnością, cedr i dąb – z siłą. Rozkołysana wiatrem wierzba to symbol przemijania.

Krzewy i kwiaty nie mogą przyćmiewać tego, co najważniejsze. Dlatego dobiera się je tak, by nie rzucały się zbytnio w oczy, lecz wtapiały w mieniący się wszelkimi odcieniami zieleni pejzaż. Dominują te o pastelowych barwach różu, bieli, błękitu, fioletu – azalie, jaśminy, chryzantemy, irysy, lilie, lotosy. Magii japońskiego ogrodu nie dostrzeże się, szybko go przechodząc. Trzeba się zatrzymać, odetchnąć i po prostu patrzeć. Bo jest w nim wszystko, o czym zapominamy w chaosie codzienności: wieczność, przemijanie, życie.

opracowanie:
Kazimierz Pytko
fot. shutterstock

Źródło: Wrózka nr 3/2014

Kwiecień 2014


sobota, 29 marca 2014

Siła Umysłu.

cz. 1-  psychika i zdrowie



cz. 2  - czy mamy szósty zmysł, czy myśli mogą uzdrawiać?
http://youtu.be/I3MzNPy4xJ4

cz.3 - czy mamy duszę, czy umysł może nas uleczyć?
http://youtu.be/TcnyKrYHBpA

niedziela, 23 marca 2014

Syndromy SSBSU - co to takiego?

Syndromy SSBSU - co to takiego?



SSBSU przejawia się następująco:

- Decyduję się na podlanie ogrodu.
- Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój samochód i stwierdzam, że wymaga umycia.
- Kiedy udaję się po kluczyki do samochodu zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjęłam ze skrzynki.
- Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem samochodu.
- Kładę kluczyki na stole i wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny.
- Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz.
- Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem.
- Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że
został mi jeden czek. Nowa książeczka czekowa jest w biurku w gabinecie.
- Wchodzę do gabinetu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłam.
- Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
- Idąc do kuchni z Coca Colą w ręku zwracam uwagę na kwiaty na parapecie wymagają podlania.
- Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałam od samego rana.
- Postanawiam, że lepiej będzie jeżeli je zaraz położę z powrotem na
biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
- Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Nagle zauważam pilota telewizyjnego. Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
- Zdaję sobie sprawę, że wieczorem kiedy będziemy chcieli oglądać
telewizję będę znowu szukać pilota i nie przypomnę, że jest na stole kuchennym.
Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze. Tam gdzie powinien być. Ale najpierw podleję kwiaty.
- Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewa się trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
- Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć co ja właściwie chciałam zrobić.

Pod koniec dnia:

Ogród jest nie podlany
Samochód jest nie umyty
Rachunki są nie zapłacone
Puszka ciepłej Coca coli stoi na biurku
Kwiaty są suche
Jest tylko jeden czek w mojej książeczce czekowej
Nie mogę znaleźć pilota telewizyjnego
Nie mogę znaleźć moich okularów
I nie wiem co zrobiłam z kluczykami od samochodu
A kiedy zastanawiam się dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione jestem naprawdę zdumiona, bo wiem, że przez calutki dzień byłam bardzo zajęta i jestem rzeczywiście zmęczona.

Właściwie zamiast rozsyłać ten tekst powinnam robić coś innego.
Ale nie pamiętam, po co siadłam do kompa. :-)



Nie śmiej się, jeżeli to nie jesteś Ty, Twój dzień nadchodzi ! ;-))

SSBSU to - Syndrom Starczego Braku Skupienia Uwagi.

 Image

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Tekst znaleziony w Internecie.

środa, 19 marca 2014

Dar Natury - Uparty Mniszek


Jak łatwo i darmowo podnieść odporność naszego organizmu.

Wkrótce pojawią się na łąkach, polach, lasach, ogródkach przydomowych piękne żółte jak słońce kwiaty, które niestety przez niektórych są niedoceniane i wręcz tempione jako dzikie chwasty.
Chwast ten jednak nie daje się tak łatwo wytępić. Uparcie służy nam od zawsze swoim pięknym słonecznym blaskiem na wiosnę i do tego prosi nas:

Zerwij liści z kilku mleczy.
Mój sok pięknie Cię uleczy.


Mówię o mniszku lekarskim,  który daje nam obficie Natura.
A Matka Natura najlepiej wie czego nam naprawdę potrzeba i w jakim momencie.
Mniszek to czysty, nie skażony, nie modyfikowany dar Natury, który pomaga w schorzeniach dróg żółciowych i kamicy żółciowej oraz przy wszystkich problemach wątrobowych.  Pomocny przy kłopotach trawiennych, wzmacnia osłabiony po zimowych zastojach organizm.

Zanim na łąkach i przydomowych skwerach pojawi się cudowny leczniczy mniszek, warto już wcześniej przygotować się na jego przybycie.
Nasz znajomy Marcin z blogu: http://rawstaurant.blogspot.com/ pokazuje jak przerobić mniszek na pyszne, zdrowe jedzonko i pięknie zachęca do korzystania z tego Naturalnego Daru Natury, który lada dzień będziemy mieć na wyciągnięcie ręki.

Przy okazji serdecznie pozdrawiam Marcina i jego Rodzinkę.



Ten piękny wiersz o mniszku zapożyczyłam z blogu:
link

MNISZEK LEKARSKI

Kiedyś bardzo głodny byłem
i się mleczem zachwyciłem.
Je się tylko oczywiście
wyrośnięte, świeże liście.
Można też łodyżki kroić
z których da się sok wydoić.

Trochę gorzka ta roślinka,
więc skrzywiona będzie minka
jedzącego liście mleczy,
lecz ten gorzki sok uleczy
wszystkie trzewia i wątrobę,
nawet wciąż bolącą głowę.

Tylko trzeba skroić drobno.
Dodać jarzyn, lub osobno
Na talerzu podać liście.
Dać oleju oczywiście.
Skropić octem jak kto woli,
No i głowa już nie boli.

Ta roślina – dar Natury.
Rzadko ceni ją człek który.
Często depcze ją, lub kosi
chociaż ona jego prosi:
- Zerwij liści z kilku mleczy.
Mój sok pięknie Cię uleczy.

Ale człowiek nic nie słyszy,
bo się nie wsłuchuje w ciszy.
No i nigdy się nie dowie
Ile traci jego zdrowie.


(autor:S.)